Blog

 

O tym, że ruch to zdrowie (zwłaszcza jako forma spędzania wolnego czasu), wie każdy. Dowodem na to, może być popularność blogów o tematyce fit, rosnąca liczba ogłaszających się trenerów personalnych (którzy mają z kogo wyciskać pot i łzy), czy organizowanie w wielu miastach licznych maratonów, półmaratonów, wyścigów rowerowych (szosowych, MTB) a także amatorskich starć piłkarskich.

Ruch na świeżym powietrzu (i to nie tylko wiosną lub latem, gdy na dworze ciepełko i na głowę nic nie kapie) ma zbawienny wpływ na nasz cały organizm.Wskazane jest, aby korzystać ze świeżego powietrza bez zniechęcania się pogodą za oknem, koniecznie pamiętając przy tym o odpowiednim ubiorze. Dzisiejsi lekarze zalecają, aby już dwutygodniowe maluszki korzystały z dobrodziejstwa, jakim jest codzienny spacer z mamą, tatusiem bądź nieocenioną babcią.

Łatwo jednak wypowiadać się na temat regularnej aktywności fizycznej, zwłaszcza, gdy jesteś zapracowanym rodzicem. Poranne wstawanie (trzykrotne przestawianie drzemki w telefonie), szykowanie siebie do pracy i dzieci do szkoły, odwożenie autem do świetlicy szkolnej (bo lekcje zaczynają się o różnych godzinach i ni w ząb nie pokrywa się to z Twoim grafikiem), w międzyczasie zakupy, praca, obiad a na koniec konfrontacja z naszą latoroślą : "Wiesz Mamo, dostałem dzisiaj jedynkę, ale nie przejmuj się, najważniejsze, że wszyscy jesteśmy zdrowi  ;) ". Scenariusz brzmi znajomo ? Tylko role pierwszoplanowe w każdym domu mają inne nazwiska a i wynagrodzenie dla "aktorów" może znacząco się różnić.

Warto jednak przez chwilę zastanowić się jakie korzyści mogą płynąć z rodzinnego, aktywnego spędzania czasu na świeżym powietrzu.

1. WZMACNIA  WIĘZI RODZINNE, czyli pogłębia relację: rodzic- dziecko. Daje większe poczucie bezpieczeństwa i zaufania a także stwarza idealne warunki do szczerych rozmów i wyznań. Pozwala na lepsze poznanie naszego małego człowieka, jego mocnych i słabych stron, lęków i zachowań w sytuacjach  spontanicznych ("Słucham? Moje dziecko nigdy by się tak nie zachowało!" Niekoniecznie. Spędź z nim/nią odrobinę czasu i sam się o tym  przekonaj).

2. UCZY SPĘDZANIA WOLNEGO CZASU W INTERESUJĄCY SPOSÓB. Jest znaczną szansą na odciągnięcie od tabletów i telefonów komórkowych (zgroza obecnych czasów) a także na ukształtowanie zainteresowań i odnalezienie jakże potrzebnego w życiu hobby.

3. DBA O KONDYCJĘ FIZYCZNĄ (TAKŻE TWOJĄ). Zdrowy i szczęśliwy rodzic to zazwyczaj zdrowe i szczęśliwe  dziecko. Regularne uprawianie sportów: hartuje, zmniejsza ryzyko wystąpienia  nadwagi, poprawia układ krążenia, dotlenia mózg a co za tym idzie poprawia zdolność kojarzenia, pamięć i koncentrację (jakże niezbędne podczas nauki). Przykładowa gra ruchowa, nie tylko uczy dziecko zdrowej rywalizacji ale i u Ciebie może ujędrnić to, na co Twój mąż/żona z pewnością zwróci uwagę.

4. OBNIŻA POZIOM STRESU. Ruch jest naturalną formą odreagowania w sytuacjach stresujących. Umożliwia rozładowanie napięcia i wyeliminowanie niepożądanych emocji, zajęcie głowy innymi (przyjemniejszymi) myślami, a w późniejszym stadium na spokojniejsze spojrzenie na problemy i napotkane niepowodzenia.

5.  "ZMUSZA" DO KONTAKTU Z PRZYRODĄ. Dzieci zaczynają dostrzegać otoczenie, w którym obecnie przebywają. Stają się bardziej wrażliwe na piękno i jednocześnie uczą się zasad odpowiedniego zachowania na przykład w lesie lub parku.

Pamiętaj jednak, że wszystko zaczyna się od Ciebie – rodzica. To Ty jesteś lustrem i jednocześnie księgą życiowych mądrości, w której (przynajmniej przez kilka najbliższych lat)   dziecko usilnie będzie szukało czegoś dla siebie – nawyków dobrych i tych niekoniecznie pożądanych. Niezmiernie ciężko będzie wypracować u malucha aktywną postawę, jeśli Twoim największym sportem jest przełączanie kanałów telewizyjnych.

Ważne! Aktywność fizyczna to nie tylko profesjonalne uprawianie sportów pod czujnym okiem trenera w pakiecie z ekstremalnie drogim sprzętem. To także spacer po parku, czy gra w piłkę na osiedlowym Orliku. 

Spróbuj już jutro wyjść z czterech ścian i dobrze się  RAZEM bawić. A co jeśli okaże się, że RAZEM jest całkiem miło, a laptop młodego jest rzadziej odpalany? Zaryzykuj!

Agnieszka Sokołowska

Powracając myślami do czasów dzieciństwa, zdajemy sobie sprawę, że już wtedy w mniej lub bardziej świadomy sposób planowaliśmy kim będziemy w przyszłości. Wtedy to zarzekaliśmy się, że będziemy kimś ważnym jak nasi rodzice albo, że wszystko zrobimy po swojemu i będziemy zupełnie inni. W tym miejscu wspomnijmy na chwilę z lekkim sentymentem o naszych pluszowych misiach z urwanymi łapkami (pierwszy warsztat pracy dzisiejszych chirurgów plastycznych), kartonie klocków (wyobraźnia i twórczość współczesnych młodych architektów), pilotach do telewizora i pustych dezodorantach (pierwszych nowoczesnych, bezprzewodowych mikrofonach) ale przede wszystkim podziękujmy naszym mamom, które poświęciły swoje wyposażenie kuchenne, aby dzisiaj podziwiać muzykę zdolnych perkusistów.
Przy wyborze zawodu (jako osoba dorosła) myślimy o korzyściach finansowych, wygodnym życiu, utrzymaniu siebie i rodziny. Będąc dzieckiem kierowaliśmy się chęcią spełnienia marzenia lub jakimś bodźcem. Moim był (obejrzany ukradkiem) film pt. „Młodzi Gniewni”, w którym to nauczycielka grana przez Michelle Pfeiffer została nazwana przez swoich trudnych uczniów słońcem/promykiem ( w zależności od tłumaczenia ). Wtedy wiedziałam, że zostanę nauczycielką i będę zmieniać świat na lepsze (wizja dziesięciolatki). 

Pomimo, że jest to zawód, który wielu z nas chciało i w dalszym ciągu chce wykonywać, stawianie pierwszych kroków w tym kierunku może zaskoczyć a co niektórych nawet rozczarować. 

1. STUDIA . Otwieranych kierunków pedagogicznych na uniwersytetach i uczelniach prywatnych jest zbyt wiele a ich poziom co do przygotowania przyszłych nauczycieli, może pozostawić wiele do życzenia. Prawie każda z uczelni posiada w swojej ofercie studia pedagogiczne. Nie mówię tu o przedmiotach typu historia, język polski a o nauczaniu wczesnoszkolnym i przedszkolnym. Często z braku pomysłu na siebie i swoją przyszłość, młodzi ludzie zaczynają studia, rozpoczynają pracę i nierzadko okazuje się, że nauczyciele bez powołania i charyzmy psują opinię pozostałym świetnym pedagogom. 

2. WYNAGRODZENIE. Wbrew temu co przedstawia telewizja, nauczyciele nie zarabiają kokosów. Jeśli dopiero co wyrwaliście się z rodzinnego gniazdka i zaczynacie pracę jako nauczyciel stażysta- to przykro mi bardzo. Wasze marzenie o samodzielnym wynajęciu mieszkania, opłaceniu rachunków, stylowym ubraniu się, jedzeniu w wymyślnych restauracjach i jeszcze skoczeniu na imprezkę – powinno zostać (delikatnie mówiąc) zmodyfikowane. Oczywiście Wasza sytuacja 

poprawi się z biegiem lat (czyt. wysługa lat), awansów zawodowych, nadgodzin i udzielanych korepetycji. Jednak jeśli kierujesz się wolnymi wakacjami i „wysoką” pensją, to lepiej zapytaj kogoś o szczegóły jak to naprawdę nauczycielom się żyje ;) 

3.WARUNKI PRACY. Wymaga się od nas efektywności, wysokich wyników w tabelach, efektów w konkursach i olimpiadach. Wiem, że dawniej klasy były jeszcze liczniejsze (sama do takiej uczęszczałam) ale ogólna postawa obecnych dzieci i młodzieży zmieniła się. Nie mówię, że na gorsze lub lepsze. Dzieci są po prostu inne. Dwadzieścia pięć różnych temperamentów i osobowości w jednej klasie to za dużo. Mając czterdzieści pięć minut na sprawdzenie obecności, podanie i wytłumaczenie tematu, zapisanie notatki z lekcji, wytłumaczenie ewentualnej pracy domowej, sprawdzenie zaległej, bieżące wyjaśnienie niejasności - trzeba nieźle się nagimnastykować żeby zdążyć w czasie. 

4. ZABIERANIE PRACY DO DOMU. W większości szkół nie ma niestety miejsca, gdzie na spokojnie możesz sprawdzić zeszyty, sprawdziany, wpisać oceny do dziennika elektronicznego. Biblioteki są współdzielone z uczniami a pokoje nauczycielskie zajęte przez innych pracowników. W „swojej” sali też długo nie zagościsz (po skończonych zajęciach), bo zaraz przejmie ją ktoś inny. 

5. DOKŁADANIE „ZE SWOICH”. Nauczyciel to prawdopodobnie jeden z niewielu zawodów, w którym rzeczy wynosisz z domu a nie odwrotnie ;) Jeśli nagle w domowej szufladzie zabrakło Ci farb, ołówków, kredek bądź plasteliny to jest to jasny sygnał, że w Twoim M3 rozgościła się bakteria, potocznie nazywana nauczycielem. Czy sąsiadom (przed godziną 8.00) w dalszym ciągu odpowiadacie grzecznie: „Te kartony i reklamówki?? Nie, nie wyprowadzam się. Po prostu jestem nauczycielem i idę do pracy”. 

I pomimo że praca nauczyciela to jak prowadzenie 25- osobowego zespołu, w którym każdy ma indywidualne potrzeby, do każdego musisz podejść z pełnym profesjonalizmem i wyciągnąć ich na wyżyny swych możliwości, z czego 10 osób jest niewyspana i niechętna do działania, 5 patrzy na zegarek i chce iść do domu a dla pozostałych jesteś TYM słońcem, co pokazuje coś nowego – to nie. Nie oddałbyś tej roboty nikomu. Chyba, że na jeden dzień rodzicom, żeby w końcu przestali zazdrościć Ci wakacji. 

Agnieszka Sokołowska 

 

W początkowej fazie tworzenia tego tekstu, głównym bohaterem miał być uczeń. Opisane byłoby jego zmęczenie po pierwszym semestrze nauki, rozkojarzenie spowodowane słoneczną pogodą a na koniec ( jak na tacy) podsunięte triki, motywujące do działania i wytężonej pracy. Jednak w tym momencie z rytmu wybiło mnie zapytanie szefowej, której zależało na sprecyzowaniu daty ukończenia tekstu.

Tak oto zdałam sobie sprawę, „że trochę jestem w proszku, trochę niedokończone, trochę nieuporządkowane, trochę zajęłam się czym innym, trochę nie miałam czasu”. Co najgorsze – w trakcie pracy pojawiło się za dużo tego nieszczęsnego „trochę”.

Czy zatem zbyt szybkie zniechęcanie się do wypełniania obowiązków jest wyłącznie domeną dzieci? Zdecydowanie nie. Do codziennego życia (także u dorosłych) wkradają się „przeszkadzajki”, te błahe i te absolutnie poważne. Dlatego warto ( oczywiście z lekkim dystansem) zrobić rachunek sumienia i zastanowić się, dlaczego tak trudno uczniowi przysiąść do odrobienia lekcji i nauki do sprawdzianu. Warto także zastanowić się dlaczego nam (jednostkom specjalnym) tak trudno rozpocząć sprawdzanie tego co nasi ulubieńcy stworzyli w zeszytach (często w jednym i do wszystkiego), uzupełnienia świadectw szkolnych (pełen relaks), tworzenia porównań diagnoz (niekończąca się opowieść pełna wykresów, tabelek i procentów), pisania sprawozdań (także samochwałek) i do pozostałych fascynujących zajęć, które odkładamy na półkę o (jakże znanej) nazwie : „Rzeczy do zrobienia później. Jeszcze przyjdzie na to czas”. Oczywiście on w końcu przychodzi. Najczęściej, kiedy półka w końcu nie wytrzymuje i pod wpływem ciężaru ugina się aż do samej podłogi ;) Tylko, że wtedy robi się nerwowo. Okazuje się, że noc za krótka, kawa za słaba, oczy same się zamykają a mąż chrapiący obok (mówiąc krótko) nie ułatwia. Miejmy na uwadze, że nie wszystkie „przeszkadzajki” dopadną nas w jednym momencie. Może okazać się, że dzisiaj staniemy się wydajni do granic możliwości i z listy zadań ( z triumfem wymalowanym na twarzy) skreślimy wszystko. Innym natomiast razem dosięgnie nas migrena roku na samą myśl uruchomienia laptopa lub otwarcia ćwiczeń.

Zastanówmy się zatem, co może zaburzyć nasz rytm pracy?

1. GŁÓD I PRAGNIENIE. Wracając do domu daj sobie chwilkę. Przebierz się w garnitur od światowej sławy projektanta (czyt. nasz ulubiony szary dresik) i zjedz coś. Nie mam tu na myśli dwóch pięterek ptasiego mleczka ( chociaż przepychota i warto z jego powodu mieć krąglejsze bioderka) tylko o pełnowartościowym posiłku z herbatą lub kawą w zestawie. Nie da rady pracować efektywnie, podczas gdy żołądek co chwila daje o sobie znać.

2. STRES I/LUB ZMĘCZENIE. Po ciężkim dniu spędzonym w szkolę bądź w pracy (lub nie daj Boże 2 w 1 ;) ), jesteśmy czasem w nienajlepszej formie. Zrelaksuj się. Jedni „podładują baterie” podczas słuchania muzyki (niekoniecznie klasycznej), czytania gazety lub po prostu krótkiej drzemce. Przy ostatniej opcji nie nalegam na kontakt z lekarzem lub farmaceutą ale zachęcam do ustawienia budzika aby nie obudzić się w środku nocy bądź nad rankiem. Wiem po sobie.

3. NAGŁE ODWIEDZINY ZNAJOMYCH/RODZINY. Jeśli byli w pobliżu i postanowili na chwilę się z Tobą spotkać – w porządku. Miło jest czuć się lubianym a swoją obecnością sprawiać przyjemność innym. Krótka kawa i wymiana opowieści może być jak najbardziej odskocznią od pracy i sposobem na rozładowanie stresu. Problem pojawia się, gdy rodzina lub znajomi (bez wstępnego umówienia się) praktycznie rozbijają u Ciebie obóz. Zaopatrzeni są tak, że nie ma możliwości aby doskwierał ci powyżej opisany punkt pierwszy. Przez głowę przechodzi Ci myśl, że w sumie to tylko namiotu im brak.

4. TELEFON KOMÓRKOWY

a) SMS I ROZMOWA. Zawsze ktoś zadzwoni, ktoś napisze. Jeśli jednak nikt, to ja wykonam pierwszy krok! „Ciekawe co robi Baśka i Kaśka? Napiszę niezobowiązująco. Co słychać? Nic? Nuda? U mnie też! Bla, bla bla...” Godzina przeleciała między palcami- hyc!

b) STRONY SCROLLOWANE TZW. PRZEWIJAKI. Mało treści, dużo obrazków i filmików. Najczęściej z kategorii śmiesznej. Ogólnie rzecz mówiąc jest to efektowny złodziej czasu, który wymaga od nas tylko przewijania strony w dół. Zbiór wszelakich „kotełów, piesełów i typowych Grażynek na siłowni”. Kiedy zdążysz na chwilę się ocknąć to okazuje się, że jesteś na dwudziestej czwartej stronie tych wariacji.

c) PORTALE SPOŁECZNOŚCIOWE. Często jedyny kontakt ze światem zewnętrznym w ciągu tygodnia pracy. „Ona wcale nie ma worków pod oczami jak wstaje! Na imprezę idzie, patrzcie! Tamten ma nową dziewczynę, samochód albo jedną i drugą opiekunkę do Jego wypłaty”. I tak oto wkręcamy się w ten idealnie wykreowany przez ludzi świat. Widzimy w nim tylko to, co inni chcą żebyśmy widzieli. Nie więcej, nie mniej. Odwracając głowę, spoglądamy jeszcze na stertę dokumentów i utwierdzamy się w beznadziejności swojego położenia.

5. BAŁAGAN. Naturalne jest uporządkowanie naszego miejsca pracy (np. biurko) bądź pozmywanie naczyń. Najgorsze jest wynajdywanie sztucznych obowiązków. W naszym domu, kiedy przychodziło podsumowanie semestru, nic nie przeszkadzało mi bardziej niż brudne okna. Nieistotne, że zima. Jeśli okna błyszczały jak w reklamie oznaczało to, że albo jestem w trakcie sesji (jako studentka) albo zbliża się koniec roku szkolnego (jako nauczycielka). Okna były wymówką nie do przeskoczenia ;)

6. POZIOM TRUDNOŚCI ZADANIA. „Martw się w działaniu a nie działaniem” jak mawiał W. Churchill a obecnie powtarza mój mąż. Jeśli założymy, że zadanie jest trudne do wykonania to automatycznie spychamy je na dalszy plan. Mądrzejszym posunięciem byłoby rozplanowanie go w czasie. Zyskamy wtedy na przykład możliwość skonsultowania ewentualnego problemu z kimś bardziej od nas doświadczonym. Nie należy z góry nastawiać się na porażkę, która niekoniecznie „zaszczyci” nas swoją obecnością.

7. DZIECKO. Z czystym sumieniem stwierdzam, że to jedyny sensowny „powód”, dla którego z czymś się nie wyrabiam a mój dzień nigdy nie wygląda dokładnie tak jak go sobie zaplanowałam. Okazało się, że to nie Krzysztof Jarzyna ze Szczecina (który ściąga okulary tylko w wyjątkowym okolicznościach) jest szefem wszystkich szefów. Okazało się, że to mój 3-miesięczny mały człowiek decyduje o moich posiłkach ( co zjem i o której), prysznicu (czy zdąże spłukać odżywkę do włosów), kiedy wyprasuje pranie i ostatecznie – kiedy napiszę jakiś tekst. Stwierdzić jednak muszę, że jest to najlepszy szef na świecie jakiego mogłam sobie wymarzyć ;)

PS. Mąż wołający : „ Halinaaaa, gdzie są moje skarpety?!” to nie przeszkadzajka. To codzienność ;)

Agnieszka Sokołowska 

Strona 1 z 4

Telefon & E-mail

tel:531-728-728
biuro@leon-konkursy.pl

Adres Leon Konkursy

ul.Kilińskiego 9ł
69-100 Słubice
Polska

Godziny pracy

Poniedziałek-Piątek
9.00-16.00